Jeszcze o meczu

niedziela, 09.09.2007, 09:55

Oto, jak wyglądał wczorajszy piłkarski wieczór okiem reniferów z Finlandii:

(Uwaga, wszystkie godziny są czasu lokalnego, więc należy odjąć od nich godzinę, by uzyskać czas Polski)

O 21.00 zaczynał się mecz Serbia – Finlandia. Dwadzieścia minut wcześniej pojechaliśmy ze Sławkiem do GBaru (taki pub koło uczelni, gdzie można oglądać mecze na dużym ekranie – kliknij aby zobaczyć na mapie). Jeden stolik został wolny, lecz widoczność z niego była niezbyt dobra, ze względu na gości siedzących przy barze. Sławek zajął miejsce, ja poszedłem kupić piwo (4€ za 0.5l). W toku krótkiej rozmowy z właścicielem dowiedziałem się dwóch rzeczy: 1) Żadna fińska stacja meczu Polski nie transmituje. 2) Gościu widział mecz wcześniej ze względu na różnice czasowe i Polska wygrała 2:0. Optymista:).

Jak już wspomniałem, ludzie przy barze siedli wyjątkowo umiejętnie, zasłaniając nam wszystko. Na szczęście właściciel wykazał się nie lada umiejętnością czytania w myślach, i natychmiast kazał im się nieco przesunąć, oraz zarządził drobne przemeblowanie, by wszyscy widzieli.

Mecz się zaczął. Nie działo się nic, oprócz tego, że w międzyczasie przyszedł Michał. Widoczność się pogarszała, wciąż przychodzili spóźnialscy i zajmowali miejsca specjalnie tak, by nam zasłonić. Kiedy doszła 25 minuta, piwo było skończone, a do busa było 10 minut stwierdziliśmy, że czas wracać, bo nic ciekawego tu nie zobaczymy. Nasze krzesła został w mig rozkradzione przez sępy.

Mecz Portugalia – Polska transmitowany był przez TVP na ich stronie itvp.pl. Niestety, lagi były takie, że obraz zanikał momentami na paręnaście sekund, a z dźwiękiem było momentami jeszcze gorzej. Na portugalskiej stacji – która również udostępniała strumieniowy obraz – wcale nie było lepiej. 5 minut przed meczem pobrałem więc program o nazwie SopCast do oglądania TV przez internet, działający na zasadzie P2P. Niestety, jedyną stacją, która nadawała mecz Portugalia – Polska był jakiś kanał sportowy z Chin. Cóż, na bezrybiu i rak ryba. Wcześniej dowiedziałem się, że transmisja będzie opóźniona o 3-4 minuty względem odpowiedniej transmisji w Polsce.

O 23.01 zaczął się mecz. Najpierw oglądałem sam, po paru minutach przyszedł Sławek z piwem. Miał jeszcze przyjść jakiś Portugalczyk, ale w ostatniej chwili stwierdził, że za daleko mieszka (jedynie 4 km) :P

„Magicy futbolu” cisnęli, „magiczny” Cristiano kiwał naraz 15 zawodników drużyny przeciwnej, ale na niewiele się to zdawało. My też mieliśmy okazję, ale Smolarek chyba za dużo myślał i w sytuacji sam-na-sam uderzył jak ostatni renifer.

Dobiegała 41 minuta, kiedy przyszedł Bartek, strasznie rozweselony. Dosiadł się do naszego grona oglądaczy i patrząc na minutę ponownie głośno się zaśmiał i tylko powiedział: „Hehehe wy jesteście 5 minut do tyłu, hahahahahah”. Nie bardzo było wiadomo, o co mu chodzi, ale kiedy Polska strzeliła gola wszyscy się zaczęliśmy śmiać. Okazało się, że w swoim pokoju śledził wydarzenia meczowe na jakieś tekstowej relacji on-line w portalach internetowych. Kiedy pokazał się napis GOL przyszedł do nas :).

W przerwie na Interii dowiedzieliśmy się, kto strzelił gola – chińscy komentatorzy chyba nas nie uraczyli wymawaniem nazwisk – w każdym razie ani razu nie słyszałem nic, co by przypominało nazwisko, czy to polskie czy portugalskie.

Zgadnij, gdzie jest piłka

Czas na drugą połowę. Na dzień dobry szmata jakich mało – zrobiło się 1:1. Później 20 minut magicznych zwodów Cristiano i s-ki i po niesamowitym szczęściu przegrywaliśmy 2:1 (a gola strzelił ten opalony). Chyba to podziałało mobilizująco na Krzynówka (ten gościu ma wy*** szczękę do rozwiązywania krzyżówek) który zapragnął rewanżu za poprzednie kartofle w jego wykonaniu. Strzał z 32 metrów w słupek, bramkarz dał popis umiejętności gry w bilard i konsternacja – 2:2 w 88 minucie. Więcej się już nie zmieniło, ten sukces pewnie będzie wspominany niczym historyczny remis na Wembley. Mieliśmy szczęście, z 3 sytuacji wykorzystaliśmy 2 i tak oto Polska utrzymała prowadzenie w tabeli i zdobyła Mistrzostwo Świata. Dziękuję Darku za uwagę, pozdrawiam i do zobaczenia!

P.S. Niewiele straciliśmy opuszczając trybuny meczu Serbia – Finlandia – jaki wynik był na początku, taki się do końca utrzymał.


Skomentuj