Padam
sobota, 06.10.2007, 17:43
Byliśmy dzisiaj na mieście w poszukiwaniu Lidla, gdzie – wg ton śmieci reklamowych, które codziennie dostarczają pod drzwi – ceny są niższe niż w pozostałych marketach. Znaliśmy jedynie nazwę ulicy, na której jest market. Podjechaliśmy więc autobusem na końcowy, doszliśmy do poszukiwanej ulicy…. i tu zaczęły się schody. Myllymaenkatu jest długie jak cholera, a my nie wiedzieliśmy, gdzie dokładnie jest ten sklep. Obraliśmy więc kierunek na zachód, lecz po kilkunastominutowym spacerku stwierdziliśmy, że poszliśmy w złą stronę. Wróciliśmy do punktu wyjścia i poszliśmy w kierunku przeciwnym. Pewne oznaki niepokoju spowodowane był kończącym się chodnikiem, wydawało się, że jest coraz mniej budynków i zaraz będzie koniec świata. W końcu jednak na samym końcu znaleźliśmy Lidla, w którym notabene kupiliśmy niewiele – sklep był znacznie mniejszy, niż polskie odpowiedniki.
W drodze powrotnej zahaczyliśmy o McDonald’s (zjedliśmy kanapkę za 2€, niedostępną w Polsce), gdzie zostałem opieprzony za picie Coli z puszki (jest to niedozwolone, trzeba picie kupić u nich) :) Ogólnie nachodziliśmy się jak głupi, łączny dzisiejszy dystans pokonany piechotą to…. 6.7 km :/


