Kuchnia v.1.1
wtorek, 28.08.2007, 21:00
Dziś wieczorem poszliśmy na zakupy (pieszo – łącznie ok. z 6 km). Zakupy uważam za owocne, zupgradowałem kuchnię do wersji 1.1, ulepszając ją o:
- patelnię
- płyn do zmywania
- ściereczki
na łączną kwotę ok 13€. Do tego uzupełniłem braki w zaopatrzeniu w żywność o ketchup i margarynę. Teraz to wymiatam, patelnia przeszła chrzest bojowy – zrobiłem sobie takie oto grzanki, które natychmiast zeżarłem :P
Do galerii zdjęć dorzuciłem ponadto kilka zdjęć z lotniska w Berlinie, 4 zdjęcia akademika oraz zdjęcia z dzisiejszego spaceru + kilka ciekawostek.
Dzień drugi – formalności
wtorek, 28.08.2007, 14:40
Właśnie wróciłem z wycieczki po mieście w trakcie której:
- założyłem konto w banku
- złożyłem wniosek na poczcie o adres pocztowy
- złożyłem wniosek i odebrałem kartę magnetyczną do wchodzenia na uczelnię
- zjadłem obiad na uczelnianej stołówce
Stołówka na uczelni wygląda niczym te rodem z amerykańskich filmów – bierze się tacę, nakłada różne rzeczy, następnie pani w kasie kasuje i można jeść :) Obiad był bardzo dobry (a przede wszystkim – ciepły), kosztował 2,50€.
Uczelnia jest ogromniasta, nawet nie ma co porównywać z moim wydziałem. Mam nadzieję, że nie będę się zbyt często gubił :) Niestety nie wziąłem dziś ze sobą aparatu, więc jakieś zdjęcia uczelni zrobię jutro.
Wracając postanowiliśmy oszczędzić na autobusie (dzisiaj wydałem łącznie 5,40€ na dwa przejazdy) i poszliśmy pieszo. 3 km spacerek przez większość część trasy odbywał się w deszczu, który lunął tuż po wyjściu. Pech…
Co do dzisiejszego szoku cenowego – oto fakty:
- bilet autobusem z uczelni do akademika lub z akademika do miasta: 2,70€
- bilet miesięczny: 56€
- kupienie roweru: od ok. 115€
Niezbyt fajnie, no ale co tu się dziwić, skoro przeciętna płaca w Finlandii jest ponad 4 krotnie wyższa niż w Polsce….
Lappeenranta!
poniedziałek, 27.08.2007, 20:00
Jeseteśmy w Lappeenrancie! Z wielkim trudem i mozołem udało się dotrzeć do miejsca, gdzie przyjdzie mi spędzić kolejne 4 miesiące.
Wyjechaliśmy z domu o godzinie 7.00 w pokaźnym składzie mnie, Sławka, Michała, 3/4 mojej rodziny oraz Agaty. Pod Berlinem z racji dużego zapasu czasu postanowiliśmy przejechać przez miasto, zamiast jechać obwodnicą. To był do pewnego stopnia błąd, bo Berlin był zakorkowany. Na lotnisko przyjechaliśmy o 10.10, mając w zapasie 40 minut do odprawy. Szkoda, że nie wiedzieliśmy wcześniej, że te limity bagażowe to wielki kit – o ile mój mieścił się w limicie (19.6) to Michała przekroczył kilka kilogramów, a i tak nie musiał dopłacać. Tym bardziej był wkurzony, że zostawił u mnie w domu patelnię, kurtkę i inne rzeczy :P
O 10.50 przeszliśmy przez bramki, w których piszczał mi guzik od spodni i buty (??), ale kontrola skończyła się szybko. Gorzej miał Sławek, którego kontrolowali przez kilka minut – musiał wyciągać wszystko z torby i ogólnie strasznie długo to trwało. W końcu jednak we trójkę udaliśmy się w kierunku wyjścia z terminala. Ostatnie machnięcię ręką na pożegnanie i znaleźliśmy się w autobusie. Cóż, spodziewałem się że nasz samolot stoi gdzieś daleko że aż busa podstawili. Ten ruszył, przejechał dosłownie kilkanaście metrów, po czym wysadził nas przy najbliższym samolocie :).
Nigdy nie leciałem samolotem, więc tym bardziej była to nie lada atrakcja. Moment kiedy przyspiesza, by się rozpędzić oraz ten w którym do człowieka dociera, że właśnie ten kilkudziesięciotonowy bydlak oderwał się od powierzchni ziemi jest naprawdę niesamowity.
Wylecieliśmy o 11.20 czasu lokalnego, wylądowaliśmy o 14.05 czasu lokalnego w Helsinkach (zegarek przestawiony godzinę do przodu, więc lot trwał niecałe 2 godziny). Na początku nie wiedzieliśmy gdzie iść, aby odebrać bagaże, no ale że wszyscy inni szli w kierunku wyjścia oznaczonego EXIT, to i nam nie pozostało nic innego. Bagaże się odnalazły całe i zdrowe, i mogliśmy rozpocząć kolejny etap podróży do Lappeenranty.
Wielkim problemem jest język fiński, który ani trochę nie jest podobny do języków germańskich. Stąd, wynalezienie informacji z rozkładu jazdy to nie lada problem. W liście, który dostaliśmy z Lappeenranty zalecali przejazd autobusem 61 na dworzec i stamtąd pociągiem. Zapytany przez nas przypadkowy przechodzień powiedział jednak, że musimy jechać 615 a nie 61. Chwilę konsternacji wyjaśnił kierowca autobusu 61, które akurat podjechało mówiąc, że jedzie na interesujący nas dworzec. Wg poradnika, na dworzec można dostać się po krótkiej jeździe autobusem. Ta krótka jazda oznaczała w rzeczywistości ponad 25 minut jazdy :).
Dworzec w Helsinkach nie był dworcem głównym, ale prawdę mówiąc spodziewałem się czegoś lepszego. Gdyby nie wygląd pociągów, to szczeciński dworzec niewiele mu ustępował. Ponieważ do pociągu mieliśmy ponad półtora godziny, zaczęliśmy poszukiwać…. JEDZENIA.
I tu był problem. Zapytane przez nas dziewczyny, na oko w naszym wieku, na słowo „McDonald’s” nie wiedziały w ogóle, o czym mówimy. Potem wyjaśnienie, że chodzi o fast food i okazało się, że do przejścia jest ok. kilometra tylko po to, żeby się nawtrążalać hamburgerem. Odpada. Wróciliśmy z torbami na dworzec, gdzie Michał został je pilnować a ja ze Sławkiem zrobiliśmy rekonesans w pobliskim centrum handlowym. Ku naszej uciesze, natychmiast odnalazł się punkt z kebabami. Niestety, ceny skutecznie nas odstraszyły – prawie 8 euro za najtańszego kebaba to nie jest to czego się spodziewaliśmy :) Głodni wróciliśmy na dworzec, gdzie zjedliśmy ostatnie 3 kanapki.
Jazda pociągiem była bardzo monotonnna, brakowało tego łupania pod kołami pociągu. Wzdłuż przejścia między siedzeniami zamontowany był ekranik, na którym wyświetlana była prędkość, z jaką jedzie pociąg. Przez ogromną część czasu było to prawie 150 km/h, a w ogóle się tego nie odczuwało. Kolej w Finlandii jest na znacznie lepszym poziomie technicznym.
O 18.26 pociąg wtoczył się na stację przeznaczenia w Lappeenrancie. Ja problemów z poznaniem tutora nie miałem, bo widziałem na necie jego zdjęcie. Z kolei on też poznał mnie z daleka, bo odwiedzał moją stronę :) Okazało się, że z trzech osób, które miały przyjechać do tego tutora pojawiły się tylko 2, bo trzecia spóźniła się na pociąg. Brawo :)
Kilkuminutowa jazda autobusem (2.70€), spacerek pod mostem i znaleźliśmy się na terenie naszego akademika. W gruncie rzeczy jest to budynek w kształcie litery U, z trzema piętrami, zewnętrznymi schodami oraz windą. Do każdego z mieszkań wejście jest z zewnątrz, mieszkania są dwu- lub trzypokojowe, przy czym pokoje są jednoosobowe. Każde mieszkanie ma własną łazienkę, kuchnię. Wszystko zamykane jest na magnetyczne klucze i aż ocieka nowością.
Wieczorem tutor oprowadził mnie na terenie akademika, pokazał pralnię, saunę, śmietnik, pobliski sklep, pocztę i inne mniej ciekawe rzeczy. Później wraz ze Sławkiem i Michałem poszliśmy na zakupy, gdzie po raz kolejny dobiły nas ceny. Przykład:
- Najtańsze piwo 0,33l (2,7%) – 1€
- Rama do smarowania – 2,5€
- Coca Cola 1,5l – 3€
- Chleb – 2€
- Jedno małe jabłko po zważeniu – 0,25€
- Radość z bycia w Lappeenrancie – bezcenna
Pierwsze zakupy kosztowały mnie 12€. Oj, chyba będę musiał oduczyć się jeść…
Zapraszam do obejrzenia galerii zdjęć z pobytu w Lappeenrancie:
36 godzin
sobota, 25.08.2007, 22:31
Zostało 36 godzin do wyjazdu do Finlandii. Licznik nieubłagalnie wskazuje coraz mniejszą liczbę – a gdy osiągnie ona zero automatycznie przestawi się i będzie pokazywał, ile czasu zostało do powrotu. Na szczęście, skontaktował się ze mną tutor (dał znak, że żyje :P), nawet na necie znalazłem jego zdjęcie, by wiedzieć jak wygląda :)
Tego krótkiego posta, zakończonego brutalnie przez obowiązek spakowania walizki (ważenie wykazało 20.1 kg), kończę obrazkiem, który właśnie ukończyłem robić (jest to mix dwóch zdjęć, z przemodelowaną ręką i efektem cel shadingu, zrobionego za pomocą pędzelka w Corel Photo Paint bez użycia filtrów):
P.S Dorzuciłem zrobione dzisiaj zdjęcia maciupeńkich kotków – zdjęcia pod tym adresem.
Mam tutora :)
wtorek, 21.08.2007, 20:12
Wreszcie z kilkudniowym opóźnieniem został mi przydzielony tutor na czas wyjazdu do Lappeenranty. Poznałem też przy okazji mój nowy adres pod którym będę dostępny: Karankokatu 4B 4/1.
A do wyjazdu coraz bliżej… Dziś zrobiłem podstawowe zakupy – w ciagu najbliższych dni będę starał się spakować wszystko do walizki bacząc na limit 20kg wagi :) Nadmiar przyjdzie w paczce z Polski…
P.S. Po prawej stronie pojawiła się mała mapka, pokazująca jak dolecieć z Berlina do Lappeenranty, gdyby ktoś miał nagłą zachciankę nas odwiedzić :) Po kliknięciu dostępna jest też jej większa wersja.
P.S. 2 Strona zyskała nową (a właściwie nieco ulepszoną starą) oprawę graficzną – nieco lżejszą kolorystycznie i mam nadzieje ładniejszą.
6 dni…
poniedziałek, 20.08.2007, 19:17
Do wyjazdu na studia do Finlandi zostało tylko 6 dni. Stan przygotowań jest delikatnie mówiąc nie najlepszy, czas się powoli sprężać. Do galerii zdjęć wrzuciłem zdjęcia z ostatniego, weekendowego wypadu przed wyjazdem:
P.S. Mojej kuzynce Gosii życzę powodzenia na jutrzejszym egzaminie na prawo jazdy :)
Powódź w Mierzynie
poniedziałek, 13.08.2007, 18:38
W Mierzynie powódź – w TV pokazywali zalane okolice Mierzyna (30 cm wody w niektórych domach na niżej położonych ulicach). U nas generalnie stan normalny, choć u sąsiadów na podwórzu poziom wody sięgał ponad kolana. Z kolei nasze do-niedawna boiska jest całe zalane wodą. Wzięliśmy łódkę, prowizoryczne wiosła – szpadle i popłynęliśmy z bratem sprawdzić stan wody w tym „basenie”. Wynik: 130 centymetrów głębokości, choć nie płynęliśmy już na głębszą wodę.
P.S. Wyjazd do Finlandi za – bagatela – 14 dni…
Chojnice 2007
niedziela, 05.08.2007, 17:47
Dziś wróciliśmy z tygodniowego tanecznego tournee w Chojnicach :) Obóz, który miał nam pozwolić „zrozumieć taniec” (i kontraczki) dał mi się chyba mocno we znaki, bo strasznie zmęczony po powrocie jestem :P (choć może to zasługa wyczerpującej 4.5 godzinnej jazdy samochodem). Część zdjęć z mojego aparatu została wrzucona na stronkę, resztę (w tym zdjęcia od innych) wrzucę później, w przerwie między pracą a załatwianiem spraw na wyjazd do Lappeenranty.
![]() ![]() ![]()
|
|
Zdjęcia z Dziwnowa
czwartek, 19.07.2007, 10:02
Wczoraj wróciłem z kilkudniowego pobytu nad morzem w Dziwnowie. Słowa te pisze z największym wyrazem bólu, spowodowanego jakąś kontuzją pleców – prawdopodobnie po którejś z sesji poduszkowych. Cóż, byle ruch powoduje koszmarny ból, ale nie na tyle duży, by z poduszki zrezygnować w przyszłym roku :)
Do galerii wrzuciłem wybrane fotki z wyjazdu:
oraz filmik:
Zaległe zdjęcia
wtorek, 03.07.2007, 19:43
Zamieściłem garść zaległych zdjęć z niedzielnego spaceru po Wałach Chrobrego (sprzed ponad tygodnia). Ostatnio mam bardzo dużo zajęć, praca wprost wali mi się na głowę z nieba, stąd też tymczasowa przerwa w dostarczaniu informacji na mojej skromnej stronie. Pełna reaktywacja nastąpi w sierpniu, na dniach przed wyjazdem (wylotem) do Lappeenranty.

















