Problem studenta informacyjnego
poniedziałek, 02.04.2007, 14:58
Jutro egzamin z PSI – fantastycznie :) Nie będzie zaskoczeniem jeśli napiszę, że cały wieczór to będzie – jak to ktoś kiedyś określił – „tępe kucie”. Innymi słowy 7 wykładów + jakieś śmieszne kartki, których jak dotąd na oczy nie widziałem…
Społeczeństwo informacyjne – terminem określa się społeczeństwo, w którym towarem staje się informacja traktowana jako szczególne dobro niematerialne, równoważne lub cenniejsze nawet od dóbr materialnych. Przewiduje się rozwój usług związanych z 3P (przesyłanie, przetwarzanie, przechowywanie informacji).
Zapowiada się bardzo śmieszny dzień – skoro jest egzamin, to wypada przyjść w gajerku. Skoro jest WF, to wypada przyjść na sportowo. Ostatecznie chyba więc trzeba będzie ubrać:
- czarne krótkie spodnie (20€)
- lakierki sportowe (25€)
- krawat w wersji sportowej (10€)
- Radość z odbytego egzaminu – bezcenna :)
Jeszcze ciekawiej będzie podczas małej sesji zdjęciowej – potrzebna jest modelka na plakat reklamowy WNEiZu. Na ochotnika zgłosiła się Agata, sam jestem ciekaw co z tego wyjdzie :) Cóż, to wszystko już jutro, póki co wracam do moich problemów studenta informacyjnego. Niech moc będzie z wami, PSIowiczami.
Zmęczony, ale szczęśliwy
piątek, 30.03.2007, 18:25
Dzień był strasznie męczący. W pracy miałem dość ciekawe zajęcie – pisanie manuala :) Tak sam się w duchu śmieję, że efekt mojej twórczości to instrukcja dla totalnych komputerowych idiotów, co nie wiedzą jak mysz wygląda. Cóż, przynajmniej wygląda – na moje oko – dość profesjonalnie :P Ach ta wrodzona skromność…. A że w pracy była akurat miesięczna wypłata, pierwszą połowę dnia zaliczam na zdecydowany plus :)
Po pracy umysłowej praca fizyczna – kopanie, noszenie kostki, krawężników, mieszanie zaprawy i te sprawy – jednym słowem urok kładzenia kostki wokół domu, co widać na załączonym zdjęciu (od lewej – mój kuzyn Michał w występie gościnnym, ja, tata)

Dwaj rolnicy po prostu :)
Z innej beczki – Agata pokazała mi linka do ciekawej aukcji na Allegro:
http://allegro.pl/item180770903.html
Prawda, że modelka jest strasznie sexy :)?
P.S. A jutro rano jadę z Agatą na Lagunę :D:D:D
Podsumowanie tygodnia
czwartek, 29.03.2007, 16:39
Od poniedziałku nie było żadnego nowego wpisu, chociaż liczba interesujących rzeczy do opisania nie była wcale krótka. Czas nadrobić zaległości. Mam nadzieję, że dzisiaj nikomu nie wyskoczy komunikat o niedostępności strony, z powodu półminutowej edycji :P
„Sierotek profesorek i ośmiu krasnoludków”
W poniedziałek na wykład z controllingu po raz pierwszy w trójodcinkowej historii nie poszedłem. Oczywiście, jeśli mnie nie ma to zawsze można liczyć, że wykładowca puści listę. Ta puszczona na wykładzie lista na pewno nie należy do najgrubszych dzieł, gdyż liczbę nazwisk może bez problemu policzyć na palach ręki drwal na rencie inwalidzkiej… 8 osób (jak w tytule) to chyba jak na razie rekord frekwencji :) Dla uściślenia – wykładu podobno nie było i gościu się nieźle wkurzył. Przykre, nie :)?
Uniwersytecki bałagan
Tajemnicą Poliszynela jest fakt, że na wydziale panuje bajzel informacyjny. Skąpe strzępki wiadomości od dziekanatu, brak możliwości zasięgnięcia konkretnej wiedzy u mitycznych pań z okienka – to sprawy codzienne. Ja jednak chciałbym się skupić na fantastycznie zorganizowanej promocji wydziału. Należy zacząć od tego, że 12 kwietnia są dni otwarte uczelni. Na tę okazję przygotowane ma zostać wiele rzeczy, takich jak: plakaty, prezentacje kół, prezentacja multimedialna wydziału i inne. Uwzględniając czas potrzebny na wydruk i wytłoczenie płyt i plakatów oraz nadchodzące święta, wszystko powinno być już zapięte na ostatni guzik. Tymczasem ja we wtorek na spotkaniu dowiaduję się, że potrzebny jest plakat na czwartek (dzisiaj). Właściwie to nie byłem zbyt skory do robienia kolejnej rzeczy po reklamie do gazety, ponieważ mam wiele spraw teraz na głowie. Jednakże gdy zobaczyłem gościa, który wyszedł na środek i zaczął malować coś pisakiem na kartce A1, to moje poczucie oszczędzenia katorgi innym zwyciężyło. Plakatu na dzisiaj nie zdążyłem niestety zrobić do końca – może do poniedziałku się wyrobię. Inną wartą zauważenia rzeczą jest fakt, że na spotkaniu na którym są omawiane takie kluczowe kwestie pojawia się jeden reprezentant koła informatycznego, które, jak wynika z dotychczasowych doświadczeń:
a) grafiką komputerową się nie zajmuje
b) na umówione spotkania się nie zjawia (prezes miał już dwa razy przyjść na zebrania KNM omówić szczegóły współpracy, którą sam zaproponował). Zacytuję więc fragment z podsumowania dzisiejszego spotkania odnośnie „spotkania z przedstawicielami BIOS”:
dali ciała
Było w sumie całkiem zabawnie – widok rozśmiewającego się do łez pana od PSI był warty zobaczenia :) Inna sprawa, że naprawdę było z czego się śmiać. Paulina zrobiła prezentację, w której wymyśliła fikcyjne osoby studiujące na naszym wydziale, włożyła w ich usta fikcyjne wypowiedzi wychwalające nasz kochany WNEiZ, wreszcie opatrzyła te wypowiedzi rzekomym zdjęciem osoby, ściągniętym gdzieś z internetu. Ja wiem, że były one tylko tymczasowe jako placeholdery na coś lepszego, ale można było nieźle się uśmiać widząc zdjęcie Anii (21l.) z IIE, wyglądającej jak jakaś mulatka, czy też Jacka (20l.) z FiB – Japończyka, który tak przypominał Polaka jak żyrafa w okularach przeciwsłonecznych, próbująca się wbić do klubu golfowego dla niedźwiedzi polarnych. Ubaw po pachy. Kolejnym niefortunnym oznaczeniem był napis
coś tu wstawić, może Dziekan coś powie?
zamiast treści jednego ze slajdów z informacjami o wydziale. Równie dobrze mogliby wstawić znak „Uwaga! Roboty drogowe” i dać napis „ERROR 404 – division by 0, IMPORT kebab”…
Kolejną wartą odnotowania dziś rzeczą są zajęcia z Controllingu. Udało mi się rozwiązać zadanie na podwyższenie oceny z kolokwium :P Wiadomość niewątpliwie nastraja pozytywnie.
Na Kole omawianie rutynowych spraw, pokazałbym w tym miejscu coś co właśnie zaprojektowałem, ale tajemnica zobowiązuje :) Projekt w każdym razie zapowiada się super i mam nadzieję, że wypali.
Pracowity dzień
poniedziałek, 26.03.2007, 13:12
Nie ma to jak pracowity dzień na uczelni… W związku z brakiem zainteresowania pójściem na wykład z controllingu wśród osób grupy 243 stwierdziłem, że nie będę się z siebie rodzynka robił i na wykład – a jakże – nie poszedłem. Czas ten nie poszedł zresztą na marne – w tym czasie zatankowałem, wymieniłem klocki hamulcowe w obu przednich kołach, umyłem, posprzątałem i odkurzyłem samochód, oraz zdążyłem nacieszyć się dobrymi informacjami z giełdy :)
Plan na następne kilka godzin:
- 15.00 – 20.00 Police
- 21.00 – 22.00 Lost (zaległy odcinek)
Odrobienie zadania domowego z KNM nastąpi być może po 22.00. Ale raczej nie :)
P.S. Zaintrygowały mnie słowa Michała o rzekomej popularności bloga. To jakaś aluzja? :)
Lost “Lost”
niedziela, 25.03.2007, 19:28
W wyniku dużej ilości pracy ominąłem dzisiaj „Lost” na AXN! God damn it! Tradycji nie stało się zadość…
Na pocieszenie – dostałem od znajomego link do filmiku, przedstawiający scenę z filmu „The Protector”. Nie byłoby nic dziwnego gdyby nie to, że jest to scena walki, trwa 4 minut i składa się z jednego ujęcia – żadnych cięć… Naprawdę warto zobaczyć, synchronizacja i choreografia budzi podziw momentami:
Weekend!
piątek, 23.03.2007, 21:12
Po męczącym dniu w pracy nareszcie okazja do wypoczynku – weekend.
Teoria weekendu jest jednakże wielce naciągana w odniesieniu do natłoku oczekujących mnie zadań. W praktyce mam mnóstwo roboty przy projekcie Wrót Odry, do tego projekt gazetki wydziałowej, zadanie domowe z koła Marketingu, wymyślenie tematu na PSI… Pełno roboty, i kiedy mam mieć czas na wypoczynek? Jutro chwilą wytchnienia będzie kino, a dokładniej Epic Movie (notabene, już widziałem).
Następne kilka dni stoi pod znakiem skoków narciarskich (przy dużym prawdopodobieństwie zdobycia czwartej Kryształowej Kuli przez Madama Ałysza), i dzisiejsza część edukacyjna związana jest ze skokami. Niestety, nie z ich jaśniejszą stroną, jak to było dzisiaj. Film jedynie dla ludzi o mocnych nerwach (na pocieszenie – nikt nie zginął przy kręceniu).
Białe jest białe, a czarne jest czarne
czwartek, 22.03.2007, 15:00
Nietrudno zgadnąć, kto w IVRP stwierdził, że nikt go nie przekona, że białe jest białe a czarne jest czarne. Porównanie do barwy białej i czarnej jest zupełnie na miejscu po dzisiejszym dniu na uczelni. Na potrzeby chwili obecnej przyjmijmy, że białe to pani od wykładów, czarne to pani od ćwiczeń.
Zazwyczaj ćwiczenia z wykładami miały tyle wspólnego co Francuz z Anglikiem. Dziś było jednak inaczej – przypadek sprawił, że i na wykładzie i na ćwiczeniach była mowa o tym samym. Dziś oto można było się naocznie przekonać, jak daleko pada doktor od doktora…. Różnica w sposobie przekazywania wiedzy była kolosalna. O ile na wykładzie (który był pierwszy) można było wszystko bez problemu zrozumieć, mimo że był cały po angielsku, o tyle na następnych ćwiczeniach (na których już przecież mieliśmy pewne zaplecze z wykładu) można było zrozumieć tyle co nic. I to pomimo faktu, że wtrącenia po polsku były na porządku dziennym.
Naszła mnie w pewnym momencie myśl: … czy kiedykolwiek nadejdzie kiedyś dzień, w którym naprawdę nie miałbym na co narzekać po czwartkowych zajęciach z przedsiębiorstw finansowych? To retoryczne pytanie pozostawiam otwarte – odpowiedź jest łatwa do przewidzenia. Cóż bowiem miałoby mnie nastrajać pozytywnie? Czyżby kolejny dialog w stylu:
dr Chaos: What do we have to do if we have to sell our bonds at this price?
(chwila ciszy)
ja: sell them?
dr Chaos: Yes, that’s it. Wake up!
czy też może tradycyjne:
Is it correct?
A może kolejny kwiatek:
Before I will do this, I will clear the table
Table? Is it correct? Pewnie jej chodziło o tablicę w sensie blackboard, ale kto to wie… Baba jest zakręcona na maksa…
Momentami czuję, że brak słów na opisanie pewnych zjawisk. No nic, życie nie zawsze usłane jest pozytywami…. Teraz czas zabrać się za pracę – moje zaległości są większe niż żenada na ćwiczeniach czwartkowych. To jasne jak to, że białe jest białe a czarne jest czarne.
Trzy scenki
środa, 21.03.2007, 20:48
Zamówiłem w barze kebaba. Zapłaciłem, po czym stanąłem z boku, żeby nie blokować kolejki. W międzyczasie wziąłem plastikowe sztućce i słomki. Czekam na moje upolowane jedzenie, czekam, założyłem ręce (musiało to dziwnie wyglądać, jako że sztućce mi z jednej dłoni wystawały). Nagle podchodzi do mnie jakaś pani i pyta:
Przepraszam, ja do pana Kowalika
Ja się zorientowałem, że pewnie mnie za jakiegoś pracownika wzięła i mówię:
Ale ja tu tylko w kolejce stoję
Na co ona:
Acha, bo ja myślałam że pan ochroniarzem jest…
W odpowiedzi zrobiłem wymowny gest – spojrzałem się na sztućce, które nadal trzymałem w dłoni. Pani na to:
No, ochroniarzem ze sztućcami…
Ludzie z kolejki nieźle się ubawili :)
A teraz dwie opowieści mojego brata Piotra O., pierwsza z dzisiejszego powrotu po seansie filmu „300″:
Wracam do domu po wypadzie do kina. Deszcze leje niemiłosiernie. Kieruję się w stronę przystanku. Z zadowoleniem i ulgą zauważam, że ZDiTM postawił przy nim wiatę. Ochoczo kryję się pod nią. Coś mi jednak nie pasuje. Mija minuta a deszcz nadal jak lał na mnie tak leje. Patrzę w niebo, a tu się okazuje, że wiata nie ma dachu…
Welcome to Szczecin….
Druga opowieść dotyczy sprawdzania obecności na laboratorium z czegoś tam:
Podczas sprawdzania obecności długi czas nie słyszałem swojego nazwiska. Póżniej się okazało, że przez przypadek zostało przekręcone – zamiast „Otorowski” odczytano „Otworska”
Mała pomyłka :) ROTFL
Na uczelni to co zwykle: nudy na PSI, frustracja na Rozkrucie, spanie na angielskim, nerwowe wyczekiwanie końca na finansach. Rutyna. Może więc warto wspomnieć o tym, że odwiedziłem po 4 latach wreszcie moją byłą szkołę taneczną. Nie była to wizyta bezinteresowna – musiałem się wszakże dowiedzieć niezbędnych informacji o wyjeździe na Obóz Taneczny 2007. Będzie ciekawie zapewne, choć za tę przyjemność trzeba niestety zapłacić jak za zboże :/
W ramach rozrywki proponuję cytacik z bash.org.pl – to tak a propo studentów i jedzenia :)
<komtwo> ledwo co zyje, chyba bede mial reke amputowana…
<misiaczek> co sie stalo?
<komtwo> zglodnialem na matematyce i wyciagnalem kanapke z szynka i warzywami
<misiaczek> no i?
<komtwo> zapomnialem ze za mna siedzieli stuenci-praktykanci
Szary dzień z pirackiego życia
wtorek, 20.03.2007, 19:36
Jak w tytule – dzień nie wart w zasadzie większej uwagi – nie wydarzyło się absolutnie nic, po czym powieki by się nie zamykały. W związku z tym, pozwalam sobie zamieścić dzisiaj nowiutki trailerek z nadchodzących „Piratów z Karaibów: Na końcu świata”. Nie mogę się doczekać – jest to dla mnie pozycja obowiązkowa w tegorocznym repertuarze.
Schnell und wild…
poniedziałek, 19.03.2007, 20:41
Momentem centralnym pierwszego rzędu tego wpisu są zajęcia z języka niemieckiego Polityki Ekonomicznej
(storno czarne, zaksięgował M.Otorowski)
Przed zajęciami wszyscy (łącznie ze mną) zaczytywali się w tej głupiej książce-ksero, którą tydzień temu przerabialiśmy w tempie strony na minutę (podkreślanie pisakiem, zakładki, szmery bajery). Te wszystkie przygotowania okazały się bardzo przydatne wobec wyśrubowanego poziomu trudności testu. Oto jego zasady:
- można korzystać z książek
- można się konsultować z innymi
- jest 11 pytań
- koło pytania jest numer strony, na której teoretycznie jest odpowiedź*
- na rozwiązanie jest godzina zegarowa (w rzeczywistości więcej)
* – w pewnych wypadkach była to straszna ściema, bo odpowiedź znajdowała się parę stron dalej, no ale i tak nie narzekam :)
Cała sytuacja była bardzo specyficzna, i w głębi duszy dziękuję, że dzisiaj nie wpadła do nas komisja bo zastała by zaiste dziwny widok… Scheiße… Dwudziestu dwóch nieprzygotowanych studentów ściągających od siebie, siedzących wokół stołu zawalonego stertą bezużytecznych pejpersów i ciągle je przeglądających, rozmawiających ze sobą nagłos i wymieniających się odpowiedziami, a nade wszystkim przygrywający w tle niemiecki akcent angielskich słówek pani Moser…. Chyba by nasz wydział rozwiązali z tego wszystkiego :P
Skoro już wywołałem wilka z lasu – przebijający się z dzisiejszych wypowiedzi niemiecki aż raził po uszach… Przykłady (piszę tak, jak ona wymawiała):
globel
czyli global
manki
przez 5 minut mówiła o jakiejś małpie, po czym skapnąłem się, że chodzi o jakiegoś Mankiwa :P
utel
czyli…. neutral… Podobieństwo wyborne…
Cóż, kein Kommentar co do powyższego, czas na coś ciekawszego. Na zajęciach z panią Moser rozwiązała się zagadka, skrywana przez p. Próchnickiego. Otóż na jego zajęciach prawo Okuna mówiło o trzykrotnie słabszej reakcji outputu na zmianę inputu, podczas gdy na zajęciach Moser okazało się, że reakcja jest jedynie 2 razy słabsza. Wniosek? Makrodziad zaokrąglił sobie liczbę całkowitą (jaką jest 2) i stąd 2 = 3. Proste.
W ogóle, ta baba jest czarownicą. Poważnie. Tuż przed końcem zajęć padł taki tekst (po przetłumaczeniu z niemieckiego na angielski, a potem z angielskiego na polski):
Lubię mówić do słuchaczy, gdy Ci siedzą do mnie przodem. Mogę wówczas hipnotyzować ich swoim wzrokiem. Niektórzy jednak (spojrzenie na Wojtka) nie siedzą do mnie przodem i co ja mam robić? Hipnotyzować ich plecy?
Przy okazji, tytuł dzisiejszego newsa po przełożeniu na polski to „Szybka i wściekła”. Czemu? To proste – baba z wrodzoną celnością skakała dzisiaj wstecz i wprzódy tak, że w ciągu niecałych dwóch godzin znowu przerobiliśmy ponad 120 stron. Szybka jest. Z ciekawostek należy zwrócić uwagę, że temat o IS-LM, który u makromena robiliśmy przez trzy wykłady i trzy noce, który to miał być podstawą i jedną z ważniejszych esencji makroekonomii przerobiliśmy w ciągu 20 sekund. Postępy widoczne gołym okiem :)
Let’s go to the next szapter….
…inne dzisiejsze ekscesy
inne wydarzenia dnia w skrócie:
- Paulina pożyczyła w naszej wydziałowej bibliotece książkę do Controllingu w formie KAK (Krótkoterminowe Aktywa Książkowe). Jako, że minął dzisiaj termin 7 dni od ostatecznej daty oczekiwanego zwrotu, udaliśmy się do biblioteki kalkulując po drodze koszt w postaci kary, jaką trzeba będzie zapłacić. Gdy jednak w bibliotece zauważyliśmy ogłoszenie, że każda godzina to 2zł to zaczęliśmy się tak brechtać, że myślałem że nas wywalą z tej biblioteki :P No cóż, drogo by ta książka wyszła – tak z 360 zł :P
- Na zajęciach z PSI gościu nagle patrzy na mnie i mówi – „Proszę wyjść z tą kurtką” (kurtka wisiała na krześle). Kazał mi iść odnieść ją do szatni. Wracając do klasy spotkałem całe tabuny innych ludzi z mojej grupy, niosących kurtki. Masowy exodus
- Podobno na zajęciach na rano z Rozkrutem małe wejście zrobiła komisja akredytacyjna. Chyba nasz wydział nie zrobił przed nią wrażenia, skoro w trakcie zajęć spalił się przedłużacz i zajęcia zostały przerwane :)?
- Pani Dziekan stwierdziła, że reklamowanie naszego wydziału jako „Jeden z najlepszych wśród wydziałów ekonomicznych w Polsce” jest mniej chwytliwe niż „9. miejsce wśród wydziałów ekonomicznych w Polsce”… Wszyscy widzą inaczej, no ale to ona jest szefem….
Zmęczony jestem niesamowicie… Te poniedziałki są niesamowicie wyczerpujące. Dobrze, że teraz na parę tygodni strefa wolna od Moser. Teraz udam się na zasłużony odpoczynek.
Aufwiedersehen.


