Zarządzanie czasem
sobota, 17.03.2007, 14:03
To zdecydowanie jeden z bardziej pracowitych weekendów ostatnich miesięcy. Moja lista zadań uwzględnia:
- Przeczytanie angielskiej książki z Makroekonomii na poniedziałek (test)
Zaprojektowanie reklamy Wydziału Nauk Ekonomicznych i Zarządzania (na poniedziałek)Posprzątanie domu (dziś imieniny Zbigniewa, mojego chrzestnego)- Zrobienie prezentacji na PSI z Allegro (na poniedziałek)
- Projekt Wrota Odry
Z tej listy dzisiaj bardzo wcześnie rano zdążyłem zrobić pozycję numer 2, a przed chwilą zakończyłem pozycję numer 3.
Podsumowania nie będzie, zamiast tego coś co łączy treść wpisu z tytułem w jedną całość:
- Jaka jest wspólna cecha wszystkich książek o zarządzaniu czasem?
- Nie ma czasu ich przeczytać
Niesamowita sztuczka karciana
piątek, 16.03.2007, 17:16
Przez przypadek natchnąłem się na świetną sztuczkę karcianą :) Polecam obejrzeć do samego końca:
P.S. Na życzenie Pauliny zamieszczam empetrójkę – nagranie z zajęć z panią Moser:
mp3: Angielski Pani Moser
“Current price means…. current price”
czwartek, 15.03.2007, 22:16
Tym oto cytatem z dzisiejszych zajęć z przedsiębiorstw finansowych zaczynam dzisiejszą notkę.
Nasze perepetie z panią profesor Chaos są jak IV RP – tragedia, lecz każdy się z tego śmieje. Nawet Finowie – z którymi zrobiliśmy dzisiaj wypad na piwo – wiedzą o co chodzi. Zgodnie z obietnicą pozwolę się na początku popastwić trochę nad dzisiejszymi zajęciami. Na początek – galeria cytatów wraz z komentarzem biegłych i ekspertów:
we knows
komentarz eksperta: OK, każdemu się zdarza, zobaczmy dalej:
current price means… (chwila namysłu) current price
komentarz eksperta: dziwne nie?
- p. Chaos: what we are going to do if we want to buy it?
- Ktoś z sali: we buy it?
- p. Chaos: Yes, that’s right!
komentarz eksperta: brak komentarza
stocks represent shares in spółka akcyjna
komentarz eksperta: wbrew pozorom tu popastwię się najwięcej. Brak słów – skoro stock to akcja to nawet laik ekonomiczny coś do tego doklei i wyjdzie mu lepsze ustrojstwo niż to wtrącenie w języku polskim… Ja nie wiem, to jest chyba logika rozmyta, za trudne do zrozumienia…
Czas na wisienkę, którą opowiem w formie anegdoty:
p. Chaos zapytała się studentów: „What is a stock?”. Studenci głowią się, dwoją troją, padają różne odpowiedzi w stylu „representation of share”, „share of assets”, „capital” i wiele innych. Za każdym razem prof. Chaos kiwa głową w przeczącym tonie. W końcu głos zabiera cichutko Kasia B. i mówi coś pod nosem. Pani Chaos natychmiast zwraca się w jej stronę i donośnym, uradowanym głosem woła „Yes! Excellent! Could you say it louder?”, na co Kasia B. powtarza już na głos: „Akcje”.
Komentarz do sytuacji uważam za zbędny, choć ja sam przez pierwsze parę sekund od usłyszenia odpowiedzi i reakcji na nią byłem tak otumiony absurdem całej sytuacji, że kiedy mój mózg odebrał informację, że teraz należy wybuchnąć śmiechem mało brakowało, a trzeba by moje organy zmywać z sufitu.
Teraz dwie rzeczy, których się dzisiaj dowiedziałem. Pierwsza to taka, że nie byłem dotąd nigdy przy tablicy na finansach (a przecież na ochotnika na pierwszych zajęciach poszedłem i nawet mnie pamiętała z nazwiska). Druga ciekawa rzecz to ta…. że na pierwszych zajęciach, tj. tych, na których byłem przy tablicy wcale mnie nie było… No, teraz to naprawdę będę skołowany do końca życia… Wszystkie rewelacje zaczerpnięte z notatek pani profesor.
Narzekania miało być dziś więcej, ale po rozważeniu wszystkich za i przeciw stwierdziłem, że nie mam siły na pisanie wszystkiego co mnie na finansach czy w punkcie ksero wkurzyło… Może przy najbliższej okazji – całodzienny pobyt poza domem wyczerpał mnie na maksa.
Są jednak i pozytywne aspekty dzisiejszego dnia, gdyby policzyć je dokładnie to ich liczba wyniesie słownie pięć: (kolejność chronologiczna):
- piątka z controllingu
- odkrycie dobrego kebaba na mieście – taniego, smacznego i w ładnym lokalu. Reklamy nie będę uprawiał, bo zapomniałem jak się nazywa :) Mimo to polecam :P
- miło spędzony czas w Policach z Agatą
- spotkanie na piwku w Czampionie
- giełda na plus
Ogólnie więc pokaźna szala plusów zrównoważyła ten wielki minus tytułowy. Mam nadzieję, że i następne czwartki tak się będą zerować, czego i Wam i sobie życzę.
P.S. Jeśli wydaje się, że ten wpis ma znamiona czepialstwa to jest to prawda – wydaje się :)
P.S.2 Wojtek „wymyślił” mi na spotkaniu z Finami ksywę. Brzmi ona „Simba” :)
Dowcipy o Małyszu
środa, 14.03.2007, 18:53
Na fali Małyszomani (konkurs w wtorek, konkurs w piątek) dowcipy o Małyszu na poprawienie humoru :)
Idzie kura, patrzy Adam Małysz na ławce. Zaczyna go dziobać. On do niej:
- Te, kura, uciekaj, bo jak cię kopnę to polecisz na drzewo!
- Nareszcie będę brała lekcje u mistrza!
Pani do Jasia na lekcji j. polskiego:
- Jasiu, kto jest najsłynniejszym polakiem o inicjałach A.M.?
- Adam Małysz! – odpowiada Jaś.
- Źle Jasiu, chodziło mi o Adama Mickiewicza.
- Eee, to jakiś przedskoczek.
Rozkrutyzacja
środa, 14.03.2007, 13:32
Na dzień dobry proponuje encyklopedyczną notkę neologizmu:
Rozkrutyzacja (z łac. roscrutio) – punktualne spóźnienie, liczące powyżej 30 minut czasu akademickiego w warunkach ceteris paribus
W dzisiejszych, ciężkich studenckich czasach proces rozkrutyzacji postępuje w najlepsze… Wczorajszy dzień (tj. wtorek, 13 marca) był dobitnym przykładem tego, jak efektownie można marnować czas.
W teorii, zajęcia na uczelni powinny zaczynać się o 8.15. W praktyce, zazwyczaj umawiamy się na 8.30. W rzeczywistości (w dniu wczorajszym) niektórzy sobie nie przychodzą (vide pan Bernett) lub olewają nas i celowo spóźniają się 40 minut (vide pan Rozkrusz). Ten drugi okazał się wczoraj „nie być naszym kolegą”, i w ramach pięknego rewanżu umówił się na następne zajęcia punktualnie o 12.00. Przyszedł – jak obiecał – o 12.30, po czym stwierdził, że nie ma swojego ustrojstwa do otworzenia sali (po polsku – klucza) i poszedł go szukać. Nędzna wymówka, tym bardziej że klucz spokojnie leżał w najbardziej oczywistym miejscu – portierni.
A skoro już o spóźnianiu mowa – god damn it, jutro prezentacja z controllingu, a prace nad nią są tak spóźnione, że brakuje słów. Czuję, że ciężkie dni przede mną, roboty mam full, a doba, jak to pięknie zauważyła pani dr z PSI „ma tylko 24 godziny i z gumy nie jest”. Prawda.
P.S. Policzyłem sobie, że wczoraj będąc na uczelni od 8.00 do 14.00 (od 14.00 jest WF) liczba godzin spędzonych na wykładach i ćwiczeniach zamiast sześciu wyniosła niecałe 1,5 godziny. To oznacza, że jedynie 25% czasu uczelnianego to studia :) Pomnóżmy sobie 5 lat * 0.25 – da nam to oszałamiający wynik 15 miesięcy – okazuje się, że gdyby skondensować ten czas, to już od paru miesięcy bylibyśmy po studiach – reszta to wakacje. Nastraja pozytywnie? A jakże.
Żeby nie było tak pesymistycznie – załączam fajny filmik we Flashu, pokazujący w przyspieszonym tempie rysowanie (fotorealistyczne) obrazu. Polecam (podziękowania dla Żaka za podesłanie linka). Miłego oglądania w rytmach muzyki Tiesto :)
P.S.2 Pod newsem widnieje przycisk „brak komentarzy” – po jego kliknięciu istnieje opcja dodania własnego komentarza do tekstu. Serdeczne dzięki za każdy z nich :)
P.S.3 Wszelka zbieżność nazwisk jest nieprzypadkowo przypadkowa
Senna niedziela
środa, 14.03.2007, 12:39
Dostałem na gg link do gigantycznego obrazka zrobionego metodą PixelArt (czyli w uproszczeniu zrobiony w prostym narzędziu takim jak Microsoft Paint). Obraz ma wymiary 10 000 x 10 000 pikseli (77 razy większy niż mój monitor), ale warto zobaczyć :)
Link do pełnego obrazka to files.kavefish.com/pictures/collections/pixelart_lovepixel/_index-list.html, tutaj wrzuciłem pomniejszony wycinek z widocznym lunaparkiem :)
Żeby zakończyć śmiesznym akcentem – dwa cytaty z bash.org.pl:
Artykuł w jednej z francuskich gazet…
Polska. Oto znajdujemy się w świecie absurdu. Kraj, w którym co piąty mieszkaniec stracił życie w czasie drugiej wojny światowej, którego 1/5 narodu żyje poza granicami kraju i w którym co 3 mieszkaniec ma 20lat. Kraj, który ma dwa razy więcej studentów niż Francja, a inżynier zarabia tu mniej niż przeciętny robotnik. Kraj, gdzie człowiek wydaje dwa razy więcej niż zarabia, gdzie przeciętna pensja nie przekracza ceny (!) trzech par dobrych butów, gdzie jednocześnie nie ma biedy a obcy kapitał się pcha drzwiami i oknami. Kraj, w którym cena samochodu równa się trzyletnim zarobkom, a mimo to trudno znaleźć miejsce na parkingu. Kraj, w którym rządzą byli socjaliści, w którym święta kościelne są dniami wolnymi od pracy (!) Cudzoziemiec musi zrezygnować tu z jakiejkolwiek logiki, jeśli nie chce stracić gruntu pod nogami. Dziwny kraj, w którym z kelnerem można porozmawiać po angielsku, z kucharzem po francusku, ekspedientem po niemiecku a ministrem lub jakimkolwiek urzędnikiem państwowym tylko za pośrednictwem tłumacza. Polacy..! Jak wy to robicie..?
i drugi:
<sadj> jak bylem w Mikolajkach
<sadj> to w jednej restauracji byly karty po Polsku i po angielsku
<sadj> no i w polskiej karcie bylo
<sadj> „dania z grilla”
<sadj> a w angielskiej
<sadj> „Denmark from grill”
P.S. Dla nadgorliwych studentów wrzuciłem do działu publikacji angielskojęzycznych dwie króciótkie przemowy z ostatnich zajęć z PSI oraz tych nadchodzących jutro:
Interesting use of informatics: GPS
The security of computer systems: Computer crimes
Absurdalny dzień
poniedziałek, 12.03.2007, 20:48
Dobiega końca dzień, który można skwitować jednym słowem – totalnie masakryczny absurd :) Standardowo, całej grupie udzieliła się lite atmosfera na PSI, wszyscy poszli na żywioł i widać, że motywacja i ciekawa prezentacja to dwie ostatnie rzeczy, jakie na PSI zagoszczą :P Pozytywem była natomiast frekwencja, która wynosiła 22 osób czyli 100% grupy. Znacznie gorzej było na następnych zajęciach. Sam nie wiem, czy chce mi się śmiać czy płakać z faktu, że na wykładzie z Controllingu pojawiło się trzynaście osób, w tym trzy z naszej grupy, włączając mnie. Oj, było strasznie, raz że nudno, dwa że strasznie dużo pisania (7 stron notatek ciurkiem, pisanych non stop), a trzy… no cóż, nie jest miło kiedy mało brakuje do tego, żeby wykładowca miał przewagę liczebną nad studentami :)
Wydarzeniem dnia była jednak inauguracja zajęć z Polityki Ekonomicznej z prof. U. Braun-Moser (nazwisko mówi, że raczej rodowitą Polką to ona nie jest). Cały dzisiejszy wykład to był dosłownie kosmos, i ja osobiście czułem się jak w próżni. Nie dośc, że ten jej angielski bardziej przypominał niemiecki (były momenty, gdy przez długi czas nie mogłem w ogóle zorientować się, o co jej chodzi), to jeszcze to jej tempo pracy…. Skakała sobie po stostronicowej książce z prędkością typowego karabinu maszynowego o dużym rozrzucie. Gdyby dodać do tego fakt, że rozdała nam swoje „wizytówki”, które były – uwaga uwaga – w postaci pudełek na zapałki ( !!! ) to obraz zniszczenia jest pełny :)
Dzisiejsze interesy na giełdzie idą niezgorzej, fundusze nareszcie się odbijają, mimimalny dzisiejszy spadek wartości portfela akcyjnego to głównie wina KGHM, którego akcje straciły na wartości niecałe 2%. Do odrobienia :) A patrząc na inne akcje chciałoby się powiedzieć: „Fon ty cholero! Chciałem cię kupić, a jak tego nie zrobiłem to mi rośniesz dwa dni po 20%….”
Kino
sobota, 10.03.2007, 18:36
Wczoraj wieczorkiem po pracy byłem z Agatą i częścią grupy 243 (pozdrowienia dla: Agnieszki, Ewy, Heleny, Marcina, Moniki) w kinie na filmie „Testosteron”. Nie powiem, całe kino miejscami aż huczało ze śmiechu – naprawdę, śmiesznych tekstów było co nie miara, a momentami ich absurd był wręcz…. absurdalny :)? Film oczywiście polecam, natomiast moją uwagę zwróciła zajawka filmu Epic Movie (Wielkie Kino). Ach, jak ja uwielbiam głupie amerykańskie komedie typu Scary Movie – trailer był obiecujący, parodia Supermana i Opowieści z Narnii zrobiona kapitalnie, a jeszcze znalazł się w nim mój „ulubiony” (gigaantyczny cudzysłów) Borat :P Cóż, zobaczymy, dla zainteresowanych trailerek poniżej:
Studenckie okno reklamowe
piątek, 09.03.2007, 16:33
Wczoraj na auli WNEiZ odbyło się Studenckie Okno Reklamowe – impreza zorganizowana przez Koło Naukowe Marketingu. Wg mnie imprezę należy zaliczyć do bardzo udanych (szkoda że nie mogłem zostać do końca). Jeśli chodzi o reklamy, to najbardziej spodobała mi się reklama PEPSI. Pokazany jest mały chłopiec, który kupuje napoje w automacie. Wrzuca kasiorkę, wciska przycisk Coca-Cola, i tak zdobytą puszkę kładzie na ziemi. Potem robi to samo, i drugą puszkę również kładzie na ziemi. Następnie staje na obu puszkach, dzięki czemu może wcisnąć najwyższy przycisk, którego nie mógł sięgnąć wcześniej – jest nim oczywiście PEPSI. Następnie odchodzi od automatu zostawiając puszki Coli na ziemi, pojawia się slogan Pepsi (już nie pamiętam nawet jaki). W każdym razie, śmiechu było co niemiara.
P.S. Wszystkiego najlepszego z okazji wczorajszego Dnia Kobiet :) Ciekawe kto pamięta o dacie 10 marca – Dzień Faceta :D?
Uruchomienie bloga
środa, 07.03.2007, 12:32
Postanowiłem na nowo uruchomić bloga. Będą się tu pojawiać różne moje zapiski i przemyślenia z dziedzin różnych – od nauki przez giełdę aż po pracę, ciekawostki czy rozrywkę. Zapraszam serdecznie!


